Port lotniczy Olsztyn-Mazury w – krytykowane, niedoceniane, a jednak potrzebne

Co, gdzie, kiedy?

Na moich kanałach często pokazuję miejsca, które przez lata popadały w ruinę. Pałace z wybitymi oknami, ogromne zakłady zarastające drzewami, budynki, które kiedyś tętniły życiem, a dziś mijamy bez spojrzenia, bo stały się tłem do codzienności. W takich sytuacjach zwykle pojawia się ta sama reakcja: „gdzie jest samorząd, dlaczego nikt tego nie ratuje, przecież takie obiekty powinny służyć ludziom”. I to jest jasne — bo nikt nie lubi widzieć, jak coś wartościowego niszczeje.

Z „lotniskiem” w Szymanach jest trochę podobnie, choć mechanizm działa tu w odwrotną stronę. Bo wyobraźmy sobie, że nikt by go nie ruszył, nie zainwestował, nie otworzył ponownie. Że stałoby tak, jak stało latami — ukryte w lasach, nieczynne, zarastające mchem, z betonowymi płytami pękającymi od mrozu. Co byśmy wtedy usłyszeli? Dokładnie to samo: że szkoda, że zmarnowane, że przecież można było to wykorzystać. Ale kiedy ktoś rzeczywiście podjął decyzję, by je uruchomić na nowo, od razu pojawił się drugi zestaw komentarzy tych samych pewnie osób: że po co, że to bez sensu, że to nigdy nie będzie działać tak jak duże lotniska w Polsce. No na pewno nie będzie i być może ja z niego też nigdy nie skorzystam, ale czy ma go nie być?

Lotnisko w Szymanach ma swoją długą i momentami bardzo nietypową historię. Powstało jeszcze przed wojną, w czasach, gdy te lasy były nieco innym światem. Przez dekady pełniło funkcję wojskową, było zamknięte dla cywilów, nie trafiało na zwykłe mapy. Dopiero w 2016 roku otwarto je na nowo — tym razem dla pasażerów. I wtedy zaczęła się dyskusja, która trwa do dziś. Łatwo jest powiedzieć, że to niepotrzebne, że „w środku niczego”, że za mały ruch. Ale takie spojrzenie jest niesprawiedliwie płaskie i bierze pod uwagę tylko jedną warstwę, tę najbardziej powierzchowną.

Bo Port Lotniczy w Szymanach, to nie tylko liczba samolotów w tabelce. Nie wszystko w życiu da się policzyć w Excelu. To miejsce, które daje regionowi coś o wiele ważniejszego: dostępność, poczucie otwartości i świadomość, że Warmia i Mazury nie są odciętym od świata zakątkiem, tylko częścią czegoś większego.

Znam wiele osób, które pracują za granicą, a kiedy wracają do swoich rodzin, wracają właśnie przez Szymany. Czy zostawiają pieniądze w terminalu? Oczywiście, że nie. Czy są ich miliony – też nie, raptem kilka tysięcy, ale te kilka tysięcy osób na co dzień pracujących za granicą zostawiają dziesiątki tysięcy zł w swoich miejscowościach w sklepach w lokalnych usługach u mechanika w restauracjach w szkołach i na stacjach benzynowych. To są realne pieniądze, które nie tylko wracają do regionu — ale krążą tutaj przez długie miesiące. I choć nie ma tego w prostych statystykach lotniskowych, to właśnie takie pieniądze często przewyższają roczną stratę lotniska.

Dlatego uważam, że patrzenie na Szymany wyłącznie przez pryzmat ruchu lotniczego jest zwyczajnie nieuczciwe. Nie jestem zwolennikiem tego portu sam latam z Gdańska, czy Warszawy, ale być może to się zmieni, może moje dzieci będą już latały częściej, a mam ich trójkę! Na chwile obecna korzystają zniego inni członkowie mojej rodziny i sobie chwalą!

Reasumując, czasem o lotnisku w Szymanach myślę o tym jak o igrzyskach olimpijskich – nie przepadam za tego typu wydarzeniami. To ogromny koszt i zawsze pojawia się pytanie: „po co?”, skoro ja nie jestem fanem sportu, przeznaczmy to na cos innego. Ale z drugiej strony — to wydarzenia, które pozwalają pokazać kraj z najlepszej strony. Pokazać, że coś potrafimy, że mamy sukcesy, że jesteśmy dumni z tego, co stworzyliśmy, że odbudowaliśmy zgruzowane kraj, gospodarkę. I dokładnie tak samo jest z naszym regionem. Jeśli będziemy nieustannie mówić o nim źle, jeśli będziemy się wstydzić tego, co mamy, jeśli będziemy krytykować wszystko, co powstaje — to nigdy nie zrobimy kroku naprzód.

Port Olsztyn-Mazury, to nie jest inwestycja ostateczna. To jest fundament. Podstawa do tego, by coś na tym zbudować. I jestem absolutnie przekonany, że przyjdzie moment, w którym to lotnisko odegra jeszcze ważniejszą rolę, niż nam się dzisiaj wydaje.

Bo Warmia i Mazury są wyjątkowe. Trzeba tylko przestać je pomniejszać i zacząć pokazywać takie, jakie są — z odwagą, z dumą i z przekonaniem, że naprawdę mamy tutaj coś pięknego.

I jeśli my sami zaczniemy mówić o regionie dobrze, jeśli zaczniemy pokazywać go światu, to w końcu świat też to zobaczy. A Szymany — czy komuś się to podoba czy nie — już dziś są jednym z elementów tej układanki.

POCZUJMY FLOW NA WARMIE I MAZURY!!!

Mariusz Sieraj