Pytamy sołtysa Andrzeja Nagrabę, co Boguchwały mają najcenniejszego. Spodziewamy się usłyszeć o kościele z 1620 roku albo o jeziorze Narie jednym z najpiękniejszych w regionie. Odpowiedź pada bez wahania: – Naszych mieszkańców. To jest chyba największy skarb, jaki możemy tu pokazać. Przyjechaliśmy do tej wsi w gminie Miłakowo w ramach WAMA CUP, żeby sprawdzić, czym Boguchwały chcą powalczyć o tytuł miejscowości roku Warmii i Mazur. Po kilku godzinach spaceru wiemy, że sołtys nie przesadzał.
Świetlica, czyli serce wsi
Wędrówkę zaczynamy w samym centrum. Świetlica ma około pięciu lat, a obok niej jest plac zabaw i boisko na którym jak mówi sołtys, młodzież trenuje i gra w piłkę praktycznie bez przerwy. Panie, które dołączyły do spaceru nie mają wątpliwości, co je tu trzyma. Na pytanie odpowiadają krótko: cała wioska. Jedna mieszka tu od trzydziestu lat, druga od trzydziestu dwóch.
Na placu przed świetlicą wciąż stoi kuchnia polowa. – Została po dożynkach, które mieliśmy dwa tygodnie temu. Grochówkę gotował Andrzej z rady sołeckiej, pyszna była. Jeszcze nie zdążyliśmy jej odstawić – śmieje się sołtys.
W środku świetlicy stoi stół bilardowy, a z tarasu widokowego można popatrzeć na plac, na którym w czasie dużych imprez staje scena. Kuchnię w świetlicy mieszkańcy urządzili częściowo z funduszu sołeckiego, a częściowo z pieniędzy zarobionych na dożynkach i festynach. – To, co zbierzemy przy różnych uroczystościach, dokładamy właśnie do takich rzeczy – tłumaczy sołtys. Jesienią to tutaj toczy się życie wsi. – Tu się spotykamy, tu się integrujemy, tu mieszkańcy sobie pomagają – słyszymy.
Dożynki, których nie robi gmina
Kiedy pytamy z czego Boguchwały są najbardziej dumne, sołtys nie zastanawia się długo. – Największym sukcesem są nasze dożynki parafialno-wiejskie. Robimy je co roku od dwudziestu lat. Przyjeżdża ponad tysiąc osób, goście i mieszkańcy. Co ciekawe, wszystko robimy ze środków od sponsorów, którzy bardzo nam pomagają i dzięki dobroci mieszkańców, którzy się angażują. Oni robią to wszystko charytatywnie – mówi Andrzej Nagraba.
Na dożynki zjeżdżają nie tylko sąsiedzi z Brzydowa, Tątławek, Glinowa czy Ględów, ale i goście z innych gmin. Są wieńce jest tradycja jest dobre jedzenie. – To miejscowość rolnicza, mamy tu wielu rolników. Ważne jest żeby ich pokazywać, żeby i oni mogli się u nas dobrze bawić i dobrze czuć – dodaje sołtys.
Mieszkańcy podkreślają, że to święto ma dla nich znaczenie większe niż zwykły festyn. – Nie chcemy, żeby pewne wydarzenia odeszły w zapomnienie. Dożynki to duża impreza, która jest dzięki ludziom i dzięki sponsorom. W większości miejscowości dożynki są już tylko hasłem albo robi je gmina. My staramy się zrobić to sami przy pomocy ludzi – mówi jedna z Pań.
32 druhów i 33 wyjazdy
Za ścianą nowej świetlicy stoi remiza. Budynek jest starszy i skromniejszy, ale strażacy patrzą na sąsiada bez kompleksów. – Z zazdrością, ale tą pozytywną. Jak obok stoi coś młodego, to i nasz stary budynek nabiera mocy – żartuje naczelnik Paweł, który kieruje jednostką od mniej więcej półtora roku.
Ochotnicza Straż Pożarna w Boguchwałach liczy 32 druhów. – Działamy nie tylko przy zdarzeniach ratowniczo-gaśniczych, ale też społecznie: organizujemy festyny. Mieszkańcy bardzo nam pomagają. Jeżeli oni potrzebują pomocy, pomagamy my, a jak my potrzebujemy, pomagają oni. Uzupełniamy się w obie strony i to jest w tym wszystkim najważniejsze: spójność tej społeczności – mówi naczelnik.
Jednostka nie należy do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego, a mimo to w tym roku ma już na koncie 33 wyjazdy. – To jeden z najlepszych wyników w powiecie wśród jednostek spoza systemu. Krótko mówiąc: mamy co robić. A najważniejsze, że ile wyjazdów, tyle powrotów – podkreśla strażak. Wóz strażacki dostali w 2007 roku w miejsce starego Żuka i od tego czasu służy niemal bez awarii. – Większy samochód na pewno podniósłby nasze możliwości, ale doceniamy, że w ogóle go mamy. Największym marzeniem jest nowa remiza. Mamy nadzieję, że niedługo się spełni.
Sołtys nie kryje, że zmiany w OSP widać gołym okiem. – Paweł jest bardzo aktywny, dużo się zmieniło. Jako sołectwo współpracujemy i z Kołem Gospodyń Wiejskich i ze strażą i ta współpraca układa się bardzo dobrze – mówi.
Kasztan, który pamięta wszystkich
Dalej idziemy chodnikiem, który gmina zbudowała około sześć lat temu. – Mamy kanalizację, wodę doprowadzoną wszędzie i chodniki do najważniejszych budynków: do szkoły i do straży. Jesteśmy z tego bardzo dumni – mówi sołtys.
Szkoła ma około osiemdziesięciu lat. Kiedyś uczyło się w niej dwieście dzieci, dziś został tylko punkt przedszkolny. – Naszych dzieci jest garstka – przyznaje jedna z mieszkanek. Budynek wciąż jednak dobrze wpisuje się w krajobraz wsi, a przed nim rośnie drzewo, które dla wielu jest ważniejsze niż mury. – Ten kasztan jest równy wiekiem ze szkołą, widać go nawet na najstarszych zdjęciach. Każde pokolenie, które tu się uczyło, go pamięta. On się bardzo głęboko wpisał w naszą społeczność – słyszymy.
Starsi mieszkańcy dorzucają anegdoty z dawnych lat, kiedy szkolne łazienki wyglądały zupełnie inaczej niż dziś. Jeden z rozmówców wspomina też, że do zerówki chodził w dawnym domu nauczyciela. Budynek stoi do dziś.
Kościół z 1620 roku i miłosne epitafium
Boguchwały to nie tylko świetlica, remiza i szkoła. Wieś założono w 1320 roku na prawie chełmińskim jako wieś czynszową zakonu krzyżackiego. Do 1947 roku nosiła niemiecką nazwę Reichau. Nad zabudową góruje kościół św. Barbary, wzniesiony w 1620 roku. Do 1945 roku był świątynią ewangelicką, a jego bryłę przez wieki wielokrotnie przebudowywano. W 1907 roku nad kruchtą powstała wieża z kopułą i latarnią.
Najciekawsza historia kryje się jednak na północnej ścianie, która od dłuższego czasu jak większość obiektu jest remontowana. Dzisiejsza zakrystia, to dawna kaplica grobowa rodu von der Groeben, właścicieli pobliskich Ponar. Nad nieużywanym wejściem w niszy, wisi miedziana tablica z łacińskim epitafium Marii Luizy von der Groeben, która zmarła w 1742 roku w wieku trzydziestu lat. Ufundował ją jej mąż, Georg Heinrich. W inskrypcji z niezwykłą dokładnością wyliczył, że przeżyli razem jedenaście lat, dziesięć miesięcy i trzy dni. Zbudował dla nich wspólne miejsce spoczynku, żeby nawet śmierć ich nie rozdzieliła.
Epitafium opisano naukowo dopiero w tym roku. Według relacji proboszcza, w 1998 roku podczas remontu robotnicy rozbili zamurowany otwór okienny w dolnej części kaplicy. Zobaczyli wtedy sklepione podziemne pomieszczenie z kilkoma trumnami. Krypta wciąż czeka na badaczy.
Historia jest tu na wyciągnięcie ręki. Przyznajemy, że podczas spaceru niewiele o nią pytaliśmy, a gospodarze z większym zapałem opowiadali o tym, co dopiero przed nimi. – Nasza miejscowość ma ponad 700 lat, ale bardziej chcemy pokazać przyszłość: turystykę i piękne krajobrazy – mówi sołtys.
Plaża zbudowana rękami mieszkańców
I faktycznie prawdziwa wizytówka Boguchwał czeka nad wodą. Jedziemy na plażę nad jeziorem Narie, jednym z największych i najczystszych jezior regionu. Jest wąskie, ma kilkanaście wysp i miejscami przekracza czterdzieści metrów głębokości.
Plażę i molo mieszkańcy zrobili razem ze strażakami. Część pieniędzy pochodziła z funduszu sołeckiego, ale jak podkreśla sołtys, w siedemdziesięciu procentach wszystko zrobili sami. – Jezioro jest cudowne, czyściutkie. Latem mieszkańcy spędzają tu cały wolny czas. Wtedy wszystko się zmienia: jest mnóstwo wczasowiczów, gości, a molo, które zrobiliśmy w czynie społecznym jest naprawdę duże – mówi Andrzej Nagraba.
Na pomoście słyszymy historię, która dobrze oddaje charakter wsi. – Każdy mieszkaniec w mniejszym czy większym stopniu przyczynił się do powstania tej plaży i tego mola. Przychodziły całe rodziny. Zdarzało się, że rodziców nie było, ale dzieci chętnie przychodziły, zbierały śmieci, nosiły deski, zbierały kamienie. A teraz całe rodziny spędzają tu niedziele i dni wolne. Czasem ciężko znaleźć miejsce – opowiada Ania.
Z końca pomostu widać po jednej stronie spokojniejszą część Kretowin, a po drugiej półwysep, za którym leży Bogaczewo. – Bajkowo – podsumowuje jeden z naszych przewodników. Trudno się nie zgodzić.
Pojezierce, czyli przyszłość
Kolejny przystanek to Pojezierce, cypel wcinający się w jezioro Narie, który też należy do sołectwa. Plaży jeszcze tu nie ma, ale sołtys uważa to miejsce za jeden z największych atutów wsi. Na cyplu jest działka gminna, a mieszkańcy już myślą o kolejnym zagospodarowaniu brzegu. – Chcemy pokazać, jak ludzie zaczynają tu inwestować i dobrze się u nas czuć. Kupują działki i po prostu się osiedlają – mówi.
Spotykamy jednego z nich, który przyjechał tu dwadzieścia lat temu. – Wszędzie była łąka, nic tu nie było. To była dosłownie chwila: stanąłem na tym polu i uznałem, że to jest moje miejsce na ziemi. I zacząłem budować. Co go urzekło? – To jest trochę koniec świata. Jezioro pod domem, nie ma ruchu, co jest ważne. Spokojnie się żyje.
Nowi sąsiedzi? Zapraszamy
Zainteresowanie wsią rośnie. W centrum jest mało działek budowlanych, więc nowi mieszkańcy, często z Warszawy czy Olsztyna, szukają ich na Pojeziercu i na obrzeżach, w stronę Morąga. Czy miejscowi nie boją się, że przybysze zmienią charakter wsi? – Nie ma czego się bać. Nowi mieszkańcy, którzy są już od kilku lat, bardzo fajnie się z nami integrują, pomagają i widzą charakter tej miejscowości. Taki sielankowy: wszyscy są dla siebie mili, otwarci, zawsze się zatrzymają, porozmawiają. Myślę, że im tego brakowało. W mieście ludzie są zamknięci, nie znają swoich sąsiadów. U nas jest na odwrót – mówi sołtys.
Kto szuka zgiełku, ma niedaleko Kretowiny, a w okolicy jest też choćby jezioro Mildzie w Miłakowie. Ale Andrzej Nagraba ma swoją teorię. – Kretowiny to przepiękne miejsce, ale jest tam trochę tłoczno i ciężko odpocząć. Z tego, co mówią mi goście, wolą ciszę i spokój. Dlatego myślę, że nasze obrzeża są dla nich lepsze.
Ludzie, jezioro, lasy
Na koniec stajemy pod kościołem św. Barbary, przy którym czeka grupa mieszkańców z dziećmi. Pytamy, co najbardziej urzeka ich w Boguchwałach. – Przede wszystkim ludzie. Jako społeczność zawsze jesteśmy zdeterminowani, żeby coś zrealizować. Nie wyobrażam sobie, gdzie może być piękniej i spokojniej niż u nas. Cieszymy się widokiem pięknego jeziora, wokoło są lasy. Czego chcieć więcej? – mówią mieszkańcy.
Pytamy też najmłodszych, czy zostaną we wsi, czy myślami są już gdzie indziej. – Tu jest bardzo spokojnie, tu będę mieszkał – mówi młody człowiek..
Boguchwały w WAMA CUP zmierzą się z leżącym kilka kilometrów dalej Włodowem. Sąsiedzi mają swoje atuty, ale Boguchwały przyjeżdżają na ten pojedynek z czymś, czego nie da się kupić: z ludźmi, którzy sami gotują grochówkę, sami budują molo i sami organizują dożynki dla tysiąca gości. Jak mówi sołtys, każdy chce tu dołożyć swoją cegiełkę.
Mariusz Sieraj