Kamińsk. Miejscowość, która ma więcej tajemnic niż ulic

Co, gdzie, kiedy?

Na powitanie były jagodzianki. I bułeczki, upieczone przez panie z Koła Gospodyń Wiejskich, ułożone na stole w parku, zanim ktokolwiek zdążył powiedzieć „dzień dobry”. Tak zaczęła się nasza wizyta w Kamińsku, kolejnym przystanku WAMA CUP 2026. Po Boguchwałach i Włodowie przyszedł czas na osadę w gminie Górowo Iławeckie, którą wielu kojarzy z jednym budynkiem. Po kilku godzinach wizyty wiemy, że zasługuje na dużo więcej.

Młoda sołtys i wieś, która stawia na młodość

Na spotkanie przyszli strażacy, seniorzy, panie z koła gospodyń, radny i sołtys Katarzyna Chabrych. Funkcję pełni od stycznia 2019 roku. Została wtedy najmłodszą sołtys w gminie.

– Od zawsze byłam społecznikiem. Pomóc ludziom, wysłuchać, to zawsze było dla mnie coś ważnego. Staram się do dziś chodzić do ludzi, rozmawiać z nimi, żeby żyło nam się tutaj lepiej – mówi.

W Kamińsku mieszka od urodzenia od trzydziestu lat i nigdzie się nie wybiera. Pytana, co ją tu trzyma, odpowiada bez namysłu:

– Przede wszystkim cisza i spokój. Nie ma tu pędu wielkich miast. Każdy może liczyć na sąsiada. Wystarczy zapukać do drzwi i dostanie się pomoc. Dla nas to jest najważniejsze.

Obok niej stoi radny Arkadiusz Cybulski w Radzie Gminy od 2024 roku, w Kamińsku od dziewięciu lat. Wylicza ostatnie inwestycje. Mnie najbardziej zaciekawił jednak ostatni punkt z tej listy, bo dotyczy kultury: przegląd zespołów ludowych zakończony wiejską potańcówką.

– Myślę, że to będzie impreza cykliczna i będzie promowała naszą gminę – mówi radny.

Na razie życie towarzyskie toczy się w świetlicy: Andrzejki, Sylwester, choinka dla dzieci, wiejska Wigilia z jasełkami w wykonaniu dzieciaków.

Herkus Monte, czyli wódz w sercu Natangii

Radny zastrzega, że historykiem nie jest, ale o przeszłości opowiada z przyjemnością.

– Jesteśmy w sercu Natangii – zaczyna. – Przebywał tutaj Herkus Monte, wódz pruski, wódz Natangów.

Herkus Monte, wódz Natangów z możnego rodu, jako chłopiec trafił jako zakładnik do Krzyżaków i wychował się w Magdeburgu, gdzie poznał ich język, wiarę i sztukę wojenną. Tę wiedzę obrócił przeciw zakonowi: w czasie wielkiego powstania pruskiego (1260–1274) rozbił Krzyżaków pod Pokarwiami, oblegał Królewiec, a pod Lubawą jego wojownicy zabili mistrza krajowego i marszałka zakonu. Gdy powstanie upadało, ukrył się w lasach, gdzie w 1273 roku został pojmany i powieszony, a dziś Litwini czczą go jako bohatera narodowego, a Mickiewicz wspomina go przy „Konradzie Wallenrodzie”.

W Kamińsku nikt nie ma wątpliwości, że to „ich” bohater. Przez lata jego imię nosiła tutejsza szkoła podstawowa. Koło gospodyń zaczynało jako „Kamienny Krąg”, a Herkus Monte patrzy dziś na wieś z muralu na budynku świetlicy i remizy, ramię w ramię ze świętym Florianem, patronem strażaków.

Kamienne pole

Skoro o kamieniach mowa, to nazwa wsi też ma pruskie korzenie. Jeden z mieszkańców tłumaczy to tak:

– Stabis to kamień, laukas to pole. Stąd nazwa Stablack, potem przetłumaczona na Kamińsk – mówi.

Niemiecka nazwa Stablack przez dziesięciolecia brzmiała tu jednak groźnie.

Stalag I A Stablack. Historia, po której się chodzi

W połowie lat 30. XX wieku Niemcy urządzili w tej okolicy ogromny poligon Stablack i zbudowali koszary. 6 września 1939 roku, kilka dni po wybuchu wojny, powstał tu obóz jeniecki Stalag I A. Zbudowali go polscy jeńcy. Był to największy obóz jeniecki w Prusach Wschodnich.

Stoimy w parku, który poświęcono pamięci obozu. Radny wylicza:

– Przez obóz przeszło około 255 tysięcy jeńców wojennych. Na początku było tu około 40 tysięcy Polaków, żołnierzy, podoficerów i oficerów. Potem przywieziono około 90 tysięcy Rosjan, 80 tysięcy Francuzów, 23 tysiące Belgów. Byli też Brytyjczycy i Włosi.

Wśród polskich jeńców jak wspominają mieszkańcy, byli także obrońcy Westerplatte. W styczniu 1945 roku, gdy front się zbliżał, jeńców wyprowadzono na zachód w morderczym marszu.

Najbardziej uderzające jest to, że tej historii nie trzeba szukać w muzeum. Po niej się po prostu chodzi. Idziemy ulicą, a Pan Krzysztof pokazuje w prawo:

– Ten budynek, w którym jest teraz gminny DPS, to budynek historyczny z czasów wojny. Mieściła się w nim część administracyjna, socjalna i sanitarna obozu. Prowadzono tu czynności sanitarne. A wzdłuż ulic poprzecznych, które mijamy, stały drewniane baraki, w których mieszkali jeńcy – opowiada.

Po chwili zatrzymuje się na jednej z bocznych dróg.

– To jedna z pozostałych dróg poobozowych. Takich dróg jest tu chyba pięć. Po obu stronach stały baraki, w których mieszkali ci pojmani przez hitlerowców.

Dziś to zwykłe osiedlowe uliczki. Co roku 1 września gmina organizuje w Kamińsku obchody rocznicy wybuchu II wojny światowej. W miejscowości często pojawiają się turyści, którzy wędrują szlakiem tajemnic poligonu Stablack.

Wieś przy zakładzie

W 1950 roku teren przekazano resortowi odpowiedzialnemu za więziennictwo, a od 1951 roku działa tu zakład karny. Jest jednym z większych w Polsce: ma około 1300 osadzonych. Dla Kamińska to od dziesięcioleci przede wszystkim pracodawca. Pracują w nim ludzie z całej miejscowości i powiatu. Pracę dają też dwa domy pomocy społecznej, gminny i powiatowy.

Budynek gminnego DPS-u miał wiele żyć: były tu sklepy, przedszkole, a potem kaplica, zanim przy ulicy Pocztowej stanął kościół. Tam, gdzie dziś rosną lipy i brzozy, był plac zabaw, bo we wsi mieszkało mnóstwo młodych rodzin.

Powiatowy DPS mieści się z kolei w dawnej szkole podstawowej imienia Herkusa Monte. Prowadzi go Starostwo Powiatowe w Bartoszycach i mieszka w nim około 50 osób.

– Demografia zrobiła swoje – mówi radny. – Dzieci z Kamińska dojeżdżają do Szkoły Podstawowej imienia Janusza Korczaka w Kandytach, a budynek, żeby nie uległ degradacji, przekazano starostwu i wyremontowano. Dzięki temu część mieszkańców ma tu pracę.

Mieszkańców ubywa. Kiedyś było ich ponad dziewięćset, dziś jest coraz mniej, bo młodzi wyjeżdżają za nauką i pracą.

Jedna z pań przyjechała tu w 1991 roku. Dostali mieszkanie „na dołku”, czyli przy ulicy Topolowej.

– Kiedyś osadzeni wychodzili na zewnątrz. To było dla mnie dziwne przeżycie, ale to byli spokojni ludzie i sprzątali nasz Kamińsk. Przydałoby się to i dzisiaj, bo wieś jest duża – śmieje się.

Sołtys pamięta te czasy z innej perspektywy.

– Jako dziecko widziałam, jak tata codziennie zakłada mundur i wychodzi do pracy. Kiedy osadzeni pracowali na zewnątrz, bałam się wyjść z domu. Dziś wiemy, że zakład jest, ale nie odczuwamy żadnego zagrożenia.

Inna mieszkanka podsumowuje krótko:

– Mieszka się tu bardzo dobrze. To azyl spokoju, dużo zieleni. Dzieci wyjechały, ale często wracają, a wnuczki uwielbiają tu przyjeżdżać.

Droga, na którą czekano ponad 30 lat

Kamińsk, to największe sołectwo w gminie. Na ulicy Podleśnej, przy osiedlu domków jednorodzinnych, właśnie skończyła się inwestycja, o której mieszkańcy mówią z dumą.

– To nowa inwestycja gminy. Mieszkańcy czekali ponad 30 lat, bo wcześniej była tu naprawdę tragedia – pokazuje radny Cybulski.

Strażacy, na których można liczyć

Ochotnicza Straż Pożarna w Kamińsku uchodzi za jedną z najprężniej działających jednostek w powiecie.

– Liczymy 25 strażaków, którzy mogą wyjeżdżać do działań ratowniczo-gaśniczych. Mamy cztery samochody, w tym jeden nowy, który przyjechał do nas w marcu tego roku prosto z fabryki w Bielsku-Białej – mówi Przemysław.

Za remizą stoi jeszcze poczciwy Star 266, typowe auto w teren.

– Nigdy pomocy nie odmówiliśmy. Zawsze staramy się zebrać i pomóc mieszkańcom. Jesteśmy gotowi na każde wyzwanie.

Jest i następne pokolenie. Młodzieżowa drużyna pożarnicza liczy dziesięć osób. Jeden ze strażaków był wychowawcą na powiatowym obozie pożarniczym w Przerwankach, zorganizowanym razem z harcerzami.

– Młodzież z Kamińska była najliczniejszą grupą z całego powiatu. Zdobyli pierwsze uprawnienia, a przy okazji świetnie się bawili – opowiada strażak Dariusz

W remizie czeka akurat sprzęt dla jednostek z całej gminy: zestawy ratownictwa medycznego L1 i radiotelefony, które jeden z druhów sam programuje.

Kolej, basen i zalew pełen wspomnień

Naszym przewodnikiem po mniej oczywistej stronie wsi zostaje mąż radnej – Dominik. Opowiada o rzeczach, których już nie ma.

– Jakieś 28–30 lat temu mieliśmy w Kamińsku kolej. Robiono tu przęsła kolejowe na całą Polskę. Pokazywał mi to jeszcze mój tata. Ale czasy się zmieniły, pewnie przestało się opłacać i to zamknęli – mówi.

Podobnie jest z basenem. Przy stadionie był kiedyś odkryty basen na który zjeżdżało się mnóstwo ludzi.

– Woda na basenie była zimna, więc chodziliśmy kąpać się na zalew. Woda była tam trochę bagnista, ale za to cieplejsza – śmieje się przewodnik.

Basen zamknięto w latach 90., a dzisiejsze wymogi sanitarne nie pozwalają go otworzyć.

Zalew za to został i to z nim wieś wiąże największe nadzieje. Jest odnowiony kilka lat temu stary pomost, mała wysepka i wiata grillowa nadgryziona zębem czasu. I jest plan.

– Chcemy trochę rozsławić naszą wieś. Żeby wszyscy nie znali nas tylko z zakładu karnego, ale żeby przyjezdni mieli u nas co zobaczyć i gdzie odpocząć. Chcemy gościć jak najwięcej osób – mówi sołtys Chabrych. – Mam nadzieję, że z pomocą urzędu gminy uda nam się zrobić tu fajną plażę.

Nad wodą panuje cisza. Ktoś łowi ryby. Zalew zarybia miejscowy Związek Emerytów i Rencistów, który organizuje tu cykliczne, rodzinne zawody wędkarskie.

– Stawiamy na to, żeby spotykały się całe rodziny. Dziadek z wnukiem, rodzice – dodaje sołtys.

Stadion wiejski z lądowiskiem

Ostatni punkt spaceru to stadion. Sołtys poprawia nas od razu:

– Nie miejski, nasz wiejski!

Odbywają się tu festyny, a stadion służy też jako lądowisko Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Przeniesiona siłownia zewnętrzna, to pierwszy krok do większego planu: centrum rekreacji dla mieszkańców. Boisko do siatkówki mieszkańcy zbudowali sami w czynie społecznym.

– Dużo wspólnej pracy, dużo wysiłku. Organizujemy zawody, spotykamy się. Młodzież ma gdzie wyjść i co ze sobą zrobić – mówi sołtys i dodaje zdanie, które można by umieścić na tablicy przy wjeździe do wsi: – I to jest właśnie nasz Kamińsk. Nasz piękny Kamińsk.

Zejście do hali

Na koniec zostawiliśmy miejsce najbardziej tajemnicze. Niedaleko zalewu, wśród zarośli, z ziemi wystaje masywna, betonowa bryła. Ponad powierzchnię wychodzi na półtora. Reszta jest pod ziemią.

– My zawsze mówiliśmy na to „hala szpitalna” – mówi Dominik. – Prawdopodobnie w czasie II wojny światowej miał tu być szpital. Ale tak naprawdę do dziś nie wiemy, co tu było.

Według innej hipotezy mieściło się tu laboratorium badawcze. Pewne jest tylko to, że hala powstała razem z wojskową infrastrukturą poligonu Stablack.

Schodzimy po starych, śliskich schodkach. W środku robi się chłodno i ciemno.

– Tu jest ta hala – pokazuje przewodnik. – A jak się pójdzie dalej prosto, na samym końcu jest duży szyb, którym można by zejść niżej. Tylko że jest zalany.

Pod halą mają być jeszcze dwie kondygnacje. Nikt ich nie widział, bo stoi w nich woda.

– Byli tu historycy, próbowali wypompować wodę z niższych kondygnacji, ale się nie udało. Są domysły, że ten bunkier może być połączony z zalewem, który jest niedaleko. Trzeba by chyba wypompować cały zalew, żeby się tam dostać.

Dla miejscowych dzieci to miejsce było kiedyś placem przygód.

– Jako dzieci biegaliśmy tu z kolegami i odkrywaliśmy Kamińsk. Robiliśmy ogniska, wszystko z ciekawości. Jest tu dużo takich miejsc, które pozarastały i mało kto o nich pamięta.

Góra w Pareżkach i Bursztynowa Komnata

Zalana hala ma jeszcze jedną sąsiadkę, o której mówi się w okolicy od lat. Niedaleko Kamińska, w Pareżkach, w tej samej gminie, wznosi się wzgórze nazywane Tajemniczą Górą. Ma około 210 metrów wysokości. Według lokalnych przekazów w czasie wojny wydrążono w nim sztolnie, do których dojeżdżała wąskotorówka, a samo wzgórze było pilnie strzeżone.

Ekipy poszukiwawcze potwierdziły istnienie sztolni i natrafiły na fragmenty ich drewnianej obudowy. Co było w środku, nie wiadomo. Jedni mówią o podziemnej fabryce, inni wiążą górę z historią z 1944 roku, kiedy Niemcy mieli przywieźć z Królewca do pobliskiego pałacu w Dzikowie Iławeckim kilkaset skrzyń. Według legendy w niektórych z nich mogła być Bursztynowa Komnata, a część skrzyń miała trafić właśnie do sztolni, które potem zasypano.

– Ponoć są domniemania, że ukryta jest tam Bursztynowa Komnata – mówi nasz przewodnik.

Jedna z pań z koła gospodyń dorzuca opowieść, którą zna tu chyba każdy:

– Szukali. Dawno temu wpuszczono w te tunele psa i on już nigdy nie wrócił. Zginął. Więc nikt więcej tam nie poszedł.

Strażacy z Kamińska też mają swój rozdział w tej historii.

– Kiedyś pomagaliśmy historykom, którzy tu przyjeżdżali. Próbowaliśmy wypompować wodę, ale ona wcale nie ubywała – mówi Dominik.

Stąd w Kamińsku przekonanie, że góra w Pareżkach i hala nad zalewem mogą być ze sobą jakoś połączone. Czy rzeczywiście tak jest? Nie wiadomo. Pewne jest za to, że mało która miejscowość ma tyle zagadek na metr kwadratowy.

Kamińsk zaprasza

Wyjeżdżamy z Kamińska z poczuciem, że ta wieś jest dużo ciekawsza, niż podpowiadają stereotypy. Ma wodza Prusów, historię jednego z największych obozów jenieckich, zalaną halę i legendę o skarbie, którego szuka pół świata. Ale przede wszystkim ma ludzi.

– Zapraszamy do nas. Zobaczycie sami, jak u nas jest i jak jest ładnie. Zapraszamy latem na wszystkie wydarzenia – mówi na pożegnanie Katarzyna Chabrych.

W tym tygodniu w ćwierćfinale WAMA CUP 2026 Kamińsk mierzy się z Konradowem z gminy Świątki. Jeśli ta historia Was zaciekawiła, zostawcie reakcję, udostępnijcie publikację i pokażcie, że Kamińsk to coś więcej niż mury zakładu. Bo, jak już się przekonaliśmy w tym konkursie, u nas wygrywa każdy, a najbardziej region, o którym znów mówi się trochę więcej.

Mariusz Sieraj