Co dalej z Teatrem Wyobraźni? 

Co, gdzie, kiedy?

Tomasz Kaczorowski – dyrektor Olsztyńskiego Teatru Lalek – o 50-procentowym wzroście widowni, nowej siedzibie i festiwalu, który wrócił po dziesięciu latach.

Teatr Lalek wspominam tylko z dzieciństwa. Wychowywałem się w pobliżu, a Szkoła Podstawowa organizowała jakieś wyjścia. Jedyne przedstawienie, jakie pamiętam to jakieś kury albo ptaszki. Jak się później okaże to zdejmowany właśnie po 26 latach z programu spektakl „Szałaputki”. Kiedy publikujemy ten materiał, już go nie ma w repertuarze. I może dobrze? Bo nadchodzi nowy dyrektor z wizją, planem i konkretnymi krokami do rozwoju. O nowościach i przyszłości Olsztyńskiego Teatru Lalek porozmawiam z jego nowym dyrektorem, Tomaszem Kaczorowskim.

R: Na początek, proszę, może opowiedziałby Pan trochę o sobie. Skąd Pan pochodzi i jak się Pan tu znalazł?

TK:Tomasz Kaczorowski, dyrektor Olsztyńskiego Teatru Lalek od września 2024 roku. Pochodzę z Trójmiasta, z Sopotu konkretnie. Jestem reżyserem, który pracował praktycznie w większości miast w Polsce, prawie we wszystkich regionach. Tak wygląda praca reżysera – freelancera, który jest tam, gdzie jest jakaś praca w danym momencie. Później się na chwilę związałem z Gdańskim Archipelagiem Kultury jako kurator programu teatralnego i festiwalu FETA. W międzyczasie wystartowałem w konkursie na dyrektora Olsztyńskiego Teatru Lalek, w którym miałem przyjemność wygrać konkurs. Moja oferta i prezentacja przed komisją konkursową spotkała się z największą ilością głosów członków komisji, więc tak tu wylądowałem i od niepełnych dwóch sezonów buduję wizerunek i strukturę tego miejsca, tego zespołu, żeby Olsztyński Teatr Lalek był ważnym miejscem na mapie miasta, ale też całego regionu i w ogóle, żeby wrócił do obiegu teatralnego w Polsce i za granicą.

R: Muszę przyznać, widać, że się to udaje. W sieci wrze od informacji o nowych działaniach naszego teatru, który mimo wieku siedemdziesięciu dwóch lat, stara się wychodzić naprzeciw oczekiwaniom młodego widza i dotyka aktualnych tematów. Ja jestem związany z Olsztynem od zawsze, mieszkałem parę skrzyżowań dalej, tu się wychowywałem i nawet przed wejściem zobaczyłem, że jest promocja spektaklu, na którym byłem jako dziecko.

TK: To jest ostatni moment tego spektaklu. „Szałaputki” kończą swój żywot w weekend, w niedzielę spektakl schodzi z afisza po 26 latach od premiery. Tak, tak. Jestem tym dyrektorem, który odważył się po 26 latach ściągnąć z afisza. 

R:   Jestem tym jeszcze bardziej zaintrygowany. Widać, że Pana założenia są realizowane. Cel promowania i nadania nowej jakości życia Olsztyńskiemu Teatrowi Lalek zaczyna być dostrzegany. Zaczynają się pojawiać nie dość, że informacje o grantach, o dofinansowaniach, ale i w przestrzeni publicznej zaczyna się coraz więcej mówić. A jak to wygląda we frekwencji? Czy faktycznie ludzi tu jest więcej niż przychodziło wcześniej?

TK: Zdecydowanie, radykalnie więcej, bo mówimy tutaj o wzroście powyżej 50%. Wcześniej do Olsztyńskiego Teatru Lalek przychodziło średnio około 30 tysięcy widzów rocznie. W porywach do 31. Za to zeszły rok zakończyliśmy liczbą bardzo dużą, bo 41 tysięcy widzów, z czego około 4 tysiące to są tylko i wyłącznie widzowie festiwalu ANIMA, który wznowiliśmy po 10 latach, więc myślę, że naprawdę mamy ogromny wzrost zainteresowania tym, co się dzieje u nas w teatrze. Cały czas się mierzymy z tym, że urywają się telefony, dlaczego nie można kupić biletów, bo są wykupywane z wyprzedzeniem. A my naprawdę ze względów zbyt małej ilości pracowników i ograniczonej infrastruktury teatru już nie jesteśmy w stanie więcej grać.

R: Czyli udało się wykazać ogromny potencjał tej formy sztuki w przestrzeni publicznej, stąd zaczęły się pojawiać faktycznie dofinansowania, no i jest plan teraz rozbudowy. Z tego, co się orientuję, do zaprojektowania nowej siedziby teatru wystartował ogólnopolski konkurs, co jest bardzo innowacyjnym pomysłem. Może Pan zdradzić kulisy tej decyzji?

TK: Pomysł nowej siedziby Olsztyńskiego Teatru Lalek nie jest nowy, ponieważ wcześniej znajdował się tutaj miejski PZPR. Było jasne, że ten budynek jest zaadaptowany na potrzeby teatru i nigdy w pełni nie będzie w stanie spełnić wymagań nowoczesnej instytucji kultury. Mamy zbyt wąskie kulisy, za małą widownię, niewygodne ławy. Nie ma możliwości rozbudowy w ramach obecnej siedziby. Nie możemy działać jednocześnie na dwóch scenach, bo jest kolizja akustyczna. Brakuje nam przestrzeni i biurowej, i garderobowej. Kiedy zrobiłem „Dziadka do orzechówna cały zespół aktorski, okazało się, że takiej sytuacji w tym teatrze nie było nigdy, w związku z czym okazało się również coś, czego nie przewidzieliśmy, że aktorzy w komplecie nie mieszczą się w garderobach. Zazwyczaj były te składy trochę jednak mniejsze. Od dawna ta decyzja dojrzewała. Nie jest to mój autorski pomysł, ale było to też w założeniach konkursowych bardzo istotne, żeby kontynuować tę myśl budowy nowej siedziby. Nie rozbudowy, nie adaptacji obecnej, bo to będzie kolejna łata na organizmie, który i tak nie będzie nigdy spełniał w pełni tych potrzeb naszych. Miasto wyznaczyło miejsce, tuż obok Hali Urania, przy ulicy Mazowieckiego, przy skrzyżowaniu z Piłsudskiego. Bardzo dobra lokalizacja, jeśli chodzi o komunikację miejską. Jesteśmy jednocześnie wciąż w centrum miasta, ale trochę też na obrzeżach. Bardzo dobry dojazd transportem publicznym, samochodem, na piechotę, pod każdym względem, więc myślę, że to jest wymarzone miejsce. Pracujemy nad tym, żeby zadbać o to, żeby to była nowoczesna instytucja spełniająca nasze potrzeby i żeby stała się ona również ikoną architektoniczną nie tylko Olsztyna, ale całej Warmii na kolejne dekady, więc stąd decyzja miasta, żeby ogłosić taki ogólnopolski konkurs architektoniczny, który jest sfinansowany ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach projektu Infrastruktura Kultury, na którą myśmy pozyskali dla miasta pieniądze.

R: Brzmi to naprawdę fenomenalnie i rozumiem, że teraz czekamy na werdykt.

TK: Jeszcze, wszystko jest objęte tajemnicą przetargową. Kiedy gmina Olsztyn, prowadząca tenże konkurs, będzie w stanie przekazać informację, będzie to podane najszybciej jak to możliwe, ale liczymy, że to się zakończy prędzej niż później, ponieważ nam też zależy na tym, żeby jednak w przeciągu kilku lat ruszyła ta budowa.

R: No właśnie, bo rozpoczęcie budowy nadal nie będzie rozwiązaniem wyzwań, z jakimi się mierzycie.

TK: Ale już będzie wyznaczeniem perspektywy. Jeżeli będziemy mieli bardzo konkretny plan działania, czyli będzie projekt architektoniczny, ze wszystkimi projektami branżowymi wokół, zakończonymi pozwoleniami na budowę, to już będzie bardzo konkretny harmonogram pracy. Więc musimy dopilnować razem z miastem, żeby ten proces został dokończony i zrobiony najlepiej, jak to możliwe.

R: Chciałbym nawiązać jeszcze do tego Festiwalu Anima. Czy mógłby Pan coś więcej opowiedzieć, na czym on polega i kiedy się odbywa?

TK: Festiwal Anima doczekał się dziewiętnastu edycji, ostatnia odbyła się w 2015 roku i potem zniknęła na dziewięć czy dziesięć lat. Udało mi się pozyskać środki z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego na program i dla dzieci i dla dorosłych, żeby pokazać, że teatr lalek nie jest wyłącznie sztuką dla dzieci, ale również udało się pozyskać naprawdę znaczących partnerów, między innymi partnerem stała się ENERGA S.A. z grupy Orlen, więc udało się przyciągnąć dużą spółkę Skarbu Państwa, która wsparła nasz projekt i wznowiliśmy ten festiwal. W zasadzie, ja mówię, że zreANIMOwaliśmy, no bo po 10 latach to w zasadzie projektowanie wszystkiego trochę od nowa. Stworzyliśmy nową formułę. Wcześniej on funkcjonował jako taki tygodniowy przegląd teatrów lalkowych. Nie różnił się znacząco ten festiwal od innych festiwali w Polsce. Teraz ma to charakter hybrydowy. Odbywa się on we wszystkie weekendy lipca, zarówno w naszej siedzibie na obu scenach, jak i w plenerze i w miejscach niecodziennych, między innymi w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej czy właśnie w plenerowych lokalizacjach. W zeszłym roku nawet w prywatnych mieszkaniach były spektakle grane.

R: Jakie idee kryją się za organizowanym festiwalem?

TK: Dostarczamy oferty teatralnej jako jedyny teatr w Olsztynie w lipcu. Miejski Ośrodek Kultury realizuje wielkie wydarzenia miejskie, więc to na nich się skupia. Oferta teatralna Festiwalu Anima to jest nasz czas, w lipcu, to jest nasze pole działania i pokazujemy nieograniczone możliwości Teatru Lalek. W ogóle Festiwal Anima zyskał taki podtytuł, że jest to Międzynarodowy Festiwal Wyobraźni i Możliwości Teatru Lalek.

R: Jak wyglądają przygotowania do nadchodzącej edycji?

TK: Już jesteśmy na takim końcowym etapie, podpisujemy umowy z teatrami, które do nas przyjadą. W zasadzie program jest prawie domknięty. Teraz kwestie formalne, organizacyjne przed nami. Zaczynamy 3 lipca. W tym roku wyjątkowo otwieramy festiwal naszą własną premierą. W zeszłym roku nie produkowaliśmy na festiwal premiery otwierającej. W tym roku porwaliśmy się na to i zagramy “Jezioro Łabędzie”, spektakl lalkowy na motywach znanych z libretta Czajkowskiego. Przyjadą też do nas spektakle z całej Europy. Mogę już zdradzić kilka nazw teatrów, z którymi mamy umowy podpisane, bo przyjedzie między innymi legendarny belgijski teatr Kopergietery ze spektaklem “Blady Baron”. Przyjedzie niemiecki teatr, też jeden z pionierskich teatrów tworzących dla widzów najmłodszych, Helios Theater z Ham, ze spektaklem “Circle”. Przyjedzie włoska grupa La Fabiola ze spektaklem “Attenti a quei due” – spektakl naprawdę uliczny, dosłownie, dwójka animatorów, i to może wydarzyć się w dowolnym miejscu. Niezwykły spektakl na naszym Starym Mieście będzie opowiadał historię bardzo niecodziennej pary przyjaciół, psa i niepełnosprawnej dziewczynki. Bardzo wzruszające, bardzo piękne, bardzo proste. Przyjedzie z Hiszpanii spektakl “Perro Perdido”, czyli w wolnym tłumaczeniu “Porzucony Pies”. I to będzie spektakl wyjątkowy, teatr nóg i lalek, który będzie w plenerze budować budę, dosłownie domek dla psa, ale taką budę, do której wejdzie 30 widzów i tam będziemy oglądać przygody tego tytułowego porzuconego psa pośród nóg ludzi, więc coś bardzo niesamowitego. Oprócz tego wszystkiego będą teatry z Polski, ale z nimi jeszcze jesteśmy w procesie podpisania umów, więc nie będę zdradzał tytułów. Będą spektakle dla dzieci i dla dorosłych, naprawdę oferta kompleksowa, bogata w ponad 40 wydań w sumie na festiwalu. Cztery weekendy, piątki, soboty, niedziele, wyjątkowo okazjonalnie poniedziałki i też dzięki środkom Województwa Warmińsko-Mazurskiego mamy możliwość prezentować również poza Olsztynem w miejscowościach regionu.

R: To brzmi jak spektakularne, misternie zaplanowane widowisko.

TK: Tak, a mamy ten ogromny komfort, że w tym roku pozyskaliśmy środki z ministerstwa w trybie dwuletnim, to znaczy mamy zabezpieczoną tegoroczną edycję i przyszłoroczną i to zarówno program dla dzieci, jak i dla dorosłych, więc naprawdę możemy odetchnąć z ulgą, że te grupy i te teatry z zagranicy i z Polski, które w tym roku nie mogą przyjechać, już mają zabookowane terminy na 2027. Pełny harmonogram będziemy mogli zaprezentować prawdopodobnie pod koniec maja, na początku czerwca. Wtedy będziemy go z radością ogłaszać światu.

R: To jeszcze zapytam o Pana ulubione miejsce w Olsztynie.

TK: Dużo jest takich. Olsztyn jest w ogóle sam w sobie wspaniałym miejscem. Jest kilka. Bardzo lubię okolice przy Łynie od całego parku podzamcze, jest to bardzo przyjemny kawałek, las miejski, Osiedle nad Jeziorem Długim, oczywiście okolice plaży miejskiej nad Jeziorem Ukiel, samo centrum, Stare Miasto. 

R: A gdyby miał Pan kogoś zaprosić do mieszkania w naszym regionie, co by pan powiedział?

TK: To jest wspaniałe miejsce pod względem ilości zieleni, natury. Przecież w Olsztynie, jak się jest w centrum, to 15 minut w którą stronę, jak się nie pójdzie, to można wylądować nad jeziorem. Lasy, parki. To miasto ma wspaniałe proporcje, jest odpowiednio duże i nie za małe na to, żeby mieć poczucie, że jest się w centrum wydarzeń, jest świetnie skomunikowane z całą północną i centralną Polską. Jest tu pięknie, co tu dużo mówić, a okolice to już w ogóle na spacery, na odpoczynek, na wodę, do lasu. A poza tym zachęcam, bo w Olsztynie są dwa najlepsze teatry w Polsce. W zeszłym roku Olsztyński Teatr Lalek był wymieniony wśród krytyki teatru jako najlepszy teatr w Polsce, również w sposób dramatyczny. Bardzo się cieszę, że mamy tak silnie teatralnie zbudowaną markę w ostatnich dwóch sezonach. Wspólnie z Teatrem Jaracza uzupełniamy się.

R: To ciekawe, co Pan mówi. Co w takim razie zrobić, żeby tę falę wznoszącą podtrzymać? Czy wystarczy poruszyć jakieś kontrowersyjne tematy?

TK: Niekoniecznie. Trzeba robić dobrą robotę, rzetelnie. Wydaje mi się, że zarówno ja jak i dyrektor Teatru Jaracza, że po prostu robimy… dobry teatr, który odpowiada na potrzeby widowni, jest jednocześnie zauważany w Polsce, bo warsztatowo wyróżniający się, nie tylko artystyczny. Myślę, że to jest podstawa.

R: A jakie wyróżni Pan najlepsze spektakle z Teatru Lalek? Dla dzieci i dorosłych.

TK: W Olsztyńskim Teatrze Lalek szczególnie warto zwrócić uwagę na nasze zeszłoroczne sukcesy, czyli „Zmień się”. Ze spektakli dla dzieci: „Kreska”, „Kleks. Szkoła Wyobraźni”, hit frekwencyjny „Niesamowite Przygody Skarpetek”, ze spektakli oczywiście jeszcze „Dziadek do Orzechów” na cały zespół aktorski Olsztyńskiego Teatru Lalek. Ze spektakli dla dorosłych szczególnie zachęcam, żeby zobaczyć „Fausta” i „Wampira”, czyli nasze dwie ostatnie premiery. Oba sfinansowane dzięki dotacji z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Myślę, że „Wampir” to taka kameralna przygoda, gdzie jest miejsce tylko dla 30 widzów, w bardzo bliskiej odległości relacji z widzami, na nowo otwartej scenie naszego teatru w górnym foyer, tak zwanej Scenie na Piętrze. Widzowie wchodzą w przestrzeń czerwonego okotarowania ze wszystkich stron, trochę jak w „Twin Peaks” Lyncha. „Faust” z kolei jest dużym widowiskiem, jak na nasze możliwości, naszą scenę, nasz zespół i jest to muzyczne widowisko, bardzo atrakcyjne i myślę, że warto zwrócić na nie uwagę. „Wampira” graliśmy w maju, a „Faust” będzie grany w czerwcu.

Dziękuję Tomaszowi Kaczorowskiemu za przemiłą rozmowę i zaproszenie na „Wampira”, który nie tylko jest ciekawie zrealizowanym horrorem, ale też widowiskiem skłaniającym do refleksji. Na pewno wybiorę się na kolejne przedstawienia.

Autor: Paweł Rutkowski
Zdjęcia użyczone przez Olsztyński Teatr Lalek.