To nie był zwykły klub.
To było serce miasta, które biło najmocniej w każdy weekend.
„Komin” — bo tak wszyscy go nazywali — był jednym z najlepszych klubów w Polsce. Oficjalnie: Come In Olsztyn. Nieoficjalnie: miejsce kultowe, ikona lokalnego życia nocnego i przestrzeń, w której dorastały całe pokolenia studentów, mieszkańców i ludzi, którzy po prostu chcieli poczuć atmosferę prawdziwego miasta.
Kto raz tam wszedł, ten pamięta do dziś: charakterystyczny klimat industrialnego wnętrza, muzykę, która przyciągała tłumy, i kolejki pod wejściem, które stały się niemal symbolem piątkowego wieczoru.
„Komin” nie był tylko klubem — był przestrzenią spotkań, początkiem wielu znajomości, miejscem pierwszych randek, szalonych nocy i niezapomnianych koncertów. To tutaj Olsztyn tętnił życiem najgłośniej.
Choć klubu już nie ma, jego legenda trwa. Wspomnienia ludzi, którzy tańczyli tam do rana, żartowali w kolejce pod wejściem, albo wracali do domu przy pierwszym porannym świetle, są dziś częścią historii miasta.
„Komin” przypomina, że są miejsca, które znikają z mapy, ale nigdy z pamięci.
Mariusz sieraj